
znowu
poniedziałek, 10 listopad, 2008Świat znowu mnie rzucił na kolana, lecz teatr, ten od dobrych intencji, pomógł mi wstać. Stronię od miejsc tych i tak dalej, lecz życie dalej zastawia sidła. A tu diabeł w ciąży mówi nagle, że nie ma płci, a ten reality show z beatyfikacją i zakonnica pokazująca cycki. Bóg istnieje i jest kobietą, jak Szekspir albo ty i ja. Uciekłem od tej miażdżącej rzeczywistości w miażdżącą nierzeczywistość rzędu trzeciego, miejsca czwartego, może następnym razem wezmę balkon po lewej.
Uśmiechnąłem się z nerwów i zachciało mi się płakać, bo nie było nikogo żeby złapać za rękę i wytrzymać do pierwszego słowa. Ale słowo padło. Bo to Teatr i te dobre intencje i miejsce, które rzeczywistym nie jest. Tak. Kobieta była martwa, zakrwawiona i mówiła, że ją mąż maltretował. Wybrała swoje epitafium biało na białym pisane. A ja wybrałem swoje:
„Zmysłowe spotkanie z życiem
i nieśmiertelność jego głosu
skończyły się tu, w tym dole
gdzie sam teraz drwi z losu”
Aurora de Gollada
Teatre de Raval
08 listopad 08




kiedyś znajdziemy to miejsce, które stroni i tak dalej.
kiedyś odnaldziemy miłość, która będzie taka taka.
kiedyś szczeście przestanie dawać dupy i tym podobne.
lecz teraz te niedopowiedzenia i.. i masa różnych “i” zaprowadzą nas na manowce, i tam gdzie rośnie pieprz, a skoro wiemy, gdzie zakwita tego roku, to wszystko będzie okej. kocham Cię.
no i wtedy złapiemy się za rękę. a nastąpi to jeszcze w 2008 jak mniemam,,