
Wszelkie członki mego ciała odpadają bezwolnie
pod nieznośną siłą nacisku sumienia
uczę się zawiązywać oczy, rzeczywistością
kneblować usta celnym punktem widzenia
świat się nie zmienił, życie udaje sztukę
długa broda czasu plącze się bluszczyście
przy herbacie wykrwawiam szczęście
okulary nieba spadają mi z nosa
rozkład, kwas, kawałki szkła
szczupły szelest szaleństwa
tak się kończy zakochanie, a wiosna trwa
odtruję się 3 litrami wódki i 10 paczkami
będzie nas tylko dwoje
beznadziejność i smutek








